O życiu, o marzeniach, o Przyjaźni… o Tym, Który Jest…

Na cudzym polu…

Dziś mija dwa lata jak się spakowałem i wyjechałem do Francji… Dwa lata pracy na „cudzym polu”, jakby powiedział Grzegorczyk. Co się we mnie zmieniło przez te dwa lata…? Czy jestem mądrzejszy czy raczej moja głupota powiększyła swoje rozmiary…? Czy spotkałem na swojej drodze więcej ludzi, w których zobaczyłem twarz Pana Boga czy raczej obraz prawdziwego człowieka oddalił się ode mnie…? Jakim ja jestem człowiekiem…? Gdzie jestem, jak daleko mi jeszcze do Tego, Który Jest…? Coś zaczyna mi świtać w głowie, ale wiem, że to dopiero początek nieznanej mi jeszcze drogi… Drogi do innego „cudzego pola”, ale już tego ostatecznego… Nie wiem czy będę potrafił uwolnić się od tych natrętnych myśli, które gdzieś wewnętrznie wołają mnie na pola lawendowe… Mój kamień gdzieś tam leży, na którymś z pól… Muszę go tylko cierpliwie szukać i nie poddawać się pod wpływem niepowodzeń czy przeszkód jakie spotykają mnie na tej ziemi francuskiej. Nie mogę być miękki! Muszę być twardy jak ten kamień, który otrzymałem od mojego Taty gdy szedłem do seminarium. „Bądź twardy jak ten kamień…”. I wożę go ze sobą wszędzie, gdzie Pan Bóg mnie postawi…

W jakiś sposób w tych pytaniach i rozterkach bliski mojemu sercu jest bohater trylogii Grzegorczyka. Główny bohater przebywając u trapistów znajduje na polu lawendowym niezwykły kamień. I od tego momentu zaczyna rozumieć swoją drogę, wie gdzie ma być, gdzie iść, gdzie zatrzymać się na stałe… Ale zanim odnajduje swój skarb wykrzykuje do Pana Boga niezwykłe słowa, które w jakiś sposób są i moją modlitwą… Jak niezwykle pasują do tego, co teraz jest w moim glinianym sercu…

„Panie, ukaż mi moje występki i moją głupotę. Co jest moją głupotą? Przecież wszystko, co ostatnio zrobiłem, zrobiłem w zgodzie ze swym sumieniem. A jednak Ty znasz moje występki i moją głupotę. Zbaw więc mnie od głupoty, którą dokonuję w zgodzie ze swoim sumieniem. Kiedy błądzę…? Boże, Boże… Może nie mam sił i tak wędruję, żeby spaść do przepaści… Panie, pozwól mi to nazwać… Dlaczego się tak…? Jaki prawdziwy ból chcę ukryć…? Czasem czuję się jak duże dziecko. Trwonię czas, a prawdziwe życie przechodzi obok. Znoszę kamienie z cudzego pola. A obok trwa uczta, ludzie się kochają i cierpią, i wołają o pomoc…Zostawiłem parafian, zostawiłem Matkę, zostawiłem tych, którzy być może mnie potrzebują i znoszę cudze kamienie… Panie, zbaw mnie od udawania, daj mi życie prawdziwe… Daj mi robić to, czego naprawdę ten świat potrzebuje. Nie chcę usuwać się ze świata, obżerać się duchowo i zbawiać jedynie swoją duszę. Chcę iść w samo jego centrum i stamtąd wołać do Ciebie… Gdzie jest to Miejsce…?”

Gdzie jest zatem Panie Boże to moje Miejsce, gdzie jest ten kamień…?

Dziękuję Ci zatem za te dwa lata… Za wszystko… Za sukcesy i porażki, za oczarowanie człowiekiem i rozczarowanie do granic możliwości… Za posługiwanie się mną jak zwykłym gliniakiem i przekazywanie przez to moje gliniane naczynie wszelkich łask od Ciebie… I przepraszam, że jednak mogłem więcej, bardziej na czas, odważniej, z większym zaangażowaniem dla Ciebie, a nie dla siebie… Przecież wiesz… I błogosławieństwo dalej mi się przyda))) Nie dam rady bez Ciebie… Za gliniany jestem… Błogosław mi więc i dalej prowadź Tam, gdzie chcesz mnie mieć…

About these ads

9 responses

  1. M.

    Życzę Gliniakowi odnalezienia swego miejsca na ziemi…

    M.

    29/07/2011 o 10:03

  2. Dziękuję))) To miejsce już jest! Bo zgodnie z myślą o. Michała Zioło, tu gdzie jesteśmy jest nasze miejsce i trzeba czerpać z niego jak najwięcej. Kwestia tylko tego gdzie możemy być bliżej Pana Boga… Może to jest tu i teraz, a ja marudzę i dalej się rozglądam? Bo szczęśliwy przecież jestem, choć brakuje kropki nad i…
    G.

    30/07/2011 o 01:23

  3. M.

    „Może to jest tu i teraz, a ja marudzę i dalej się rozglądam?” – skąd ja to znam…
    Podobno zawsze lepiej jest tam, gdzie nas nie ma… Taka już ludzka natura.
    Kropka nad i w życiu to rzeczywiście ważna sprawa, ale gdy postawi się ją zbyt wcześnie, to wówczas…?

    M.

    P.s. Może przeszlibyśmy na mniej oficjalny poziom zwracania się do siebie? Choć to M. i G. (vel x.S.;)) też ma swój urok :)

    02/08/2011 o 01:08

  4. Oj, marudy jesteśmy, a Pan Bóg ma z nas kupę śmiechu))) Ale faktycznie, za wcześnie nie można postawić kropki nad i))) I dlatego mówię, że oby do czterdziestki))) Wtedy będzie wszystko jasne! Mam nadzieję:)
    Hm, chętnie przejdźmy na mniej oficjalny ton, ale ja wciąż nie wiem kim jest M.:) Przedstawiam się zatem: Sebastian Gliniak:)
    Serdeczności:)

    02/08/2011 o 10:19

  5. M.

    Dlaczego czterdziestka jest „punktem krytycznym”? Długo jeszcze trzeba na nią czekać? W moim przypadku jeszcze trochę ;) wody musi upłynąć w Czarnej Hańczy ;), żeby to sprawdzić ;)

    WyrwałAM się z tym tonem… tak, tak M. jak Monika, a nie jak Marian np.:) (choć nic nie mam do Marianów żeby było jasne;) )
    Mnie też ;) jest bardzo miło :)
    Jesteś zaskoczony?, zawiedziony?, zasmucony?, że to jednak nie Marian, Miłosz czy Maurycy? ;)

    Z niecierpliwością czekam na kolejną pisemną opowieść, bo w każdej można znaleźć drugie dno, a to wciąga…

    Serdeczności,
    Monika

    02/08/2011 o 21:02

  6. Hm, to nie jest krytyczny moment tylko zdecydowanie się na stałość miejsca jak w Regule św. Benedykta lub nie))) To skomplikowane, ale w miarę wczytywania się w Gliniaka myślę, że będzie coraz bardziej czytelne)))
    Nie przeszkadza mi jakiekolwiek dopisanie końcówki do litery M.))) Miło mi i jakoś tak krzepiąco, że komuś te teksty mówią więcej niż jest to tak naprawdę podane na planie pierwszym. Faktycznie, piszę, ale obraz mojego pisania jest zwykle inny i za każdym razem z drugim dnem)))
    Cierpliwości zatem w czytaniu i czekaniu na nowe teksty! Niestety jakoś ostatnio dopadła mnie niemoc twórcza, a i urlop się zbliża, więc będzie krótka przerwa. Ale może jeszcze coś się uda sklecić, tym bardziej, że mam masę szkiców w szufladzie… Może… Może się odważę, by ujrzały światło dzienne:)
    Pozdrawiam
    Gliniak

    02/08/2011 o 23:39

  7. M.

    Mam nadzieję, że „szkicowa” szuflada nie jest bez dna… ;)

    Serdeczności,
    Monika

    03/08/2011 o 10:16

  8. M.

    Jakoś tu cicho i spokojnie, za cicho i za spokojnie… :(

    Monika

    27/08/2011 o 21:50

  9. Cicho i spokojnie było… To takie moje lekarstwo))) Już jestem!:)

    14/09/2011 o 23:04

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.